Przed wyprawą

Pierwszy raz zupełnie poważnie o przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego zacząłem myśleć w maju, na trzy miesiące przed wyprawą. Dodatkową mobilizacją do podjęcia wyzwania było wydanie przez Wydawnictwo Compass z Krakowa przewodnika po Głównym Szlaku Beskidzkim, który zawiera dużo przydatnych i ciekawych informacji: zarówno krajoznawczych, o bazie noclegowej, profile wysokościowe trasy i oczywiście mapy. Mnie osobiście do zakupu skłoniła głównie jedna rzecz, a mianowicie umieszczenie wszystkich map „w kupie”, przez co noszenie kilku papierowych nie było konieczne. Zdecydowanie zwiększyło to komfort korzystania z niego na szlaku.

Nie ukrywam, że wątpliwości odnośnie kondycji dotyczyły głównie psychiki, jako że wyprawę od początku do końca planowałem samotną, a w razie kryzysów (które na trasie są nieuniknione) zawsze lepiej się idzie, gdy jest do kogo paszczę otworzyć :-). Nie oznacza to, że nie było obaw odnośnie tego czy kolana wytrzymają, itd., ale gdybać nie ma co. Po górach chodzę sporo, więc specjalny trening przed wyjazdem mogłem sobie darować. Przed wyprawą przeglądałem także relacje z przejść GSB. Szczególnie interesowały mnie kwestie organizacyjne. Potraktowałem je nie obligatoryjnie, lecz stricte informacyjnie, jako że zawsze starałem się sam wszystko sobie organizować i dopasowywać to do swoich możliwości. I to uważam za kluczową sprawę. Żeby wyposażenie i kolejne etapy DOPASOWAĆ do swoich możliwości. Nie da się tego szlaku przejść z przyjemnością, jeżeli będziemy szli niezgodnie ze stanem ciała i umysłu. Wydaje się to oczywiste i proste, ale tak jest. Każdy kto chodzi po górach dobrze wie co może się przydać i co należy wziąć ze sobą, a co jest akurat jemu tylko niezbędne. Dla mnie taki niezbędnik stanowiły: apteczka (głównie plastry i woda utleniona), latarka, klapki, scyzoryk, peleryna przeciwdeszczowa i kuchenka gazowa (dokładniejszy opis w zakładce – porady).

Przed wyjazdem, po obronie pracy magisterskiej, chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o poszczególnych miejscach na trasie, dlatego też spisałem z przewodnika ciekawe informacje, które podczas kolejnych dni wyprawy były dla mnie swoistą lekcją geografii o danej grupie górskiej, czy też ludziach zamieszkujących okolicę. Mimo tego, że w większości szlak przeszedłem podczas jednodniowych / wielodniowych wędrówek, to jednak zawsze człowiek nauczy się czegoś więcej i zawsze coś nowego zostanie mu w pamięci. Nie lubię iść przez góry tylko dlatego żeby iść. Być może to wynika z kierunku studiów (Turystyka), a być może z tego, że po prostu taki jestem od dzieciństwa. 😉

Błędem, który popełniłem bezpośrednio przed wyprawą było to, że wróciłem z innej wycieczki, 4 dniowej, po której łagodnie mówiąc byłem fizycznie zmęczony. Mając do dyspozycji kilkanaście godzin odpoczynku (włącznie ze spakowaniem się) postanowiłem przełożyć wyjazd o 1 dzień. Następnego dnia dopadł mnie pierwszy kryzys (tak, tak, kryzys przed wyjazdem! – ach ta psychika :-)) i w pewnym momencie zrezygnowałem nawet z wyjazdu. Była to sobota. Zacząłem się rozpakowywać, a chęć poczucia się jak w górach miała mi zrekompensować noc spędzona w namiocie w ogródku :D. W niedzielę miałem kolejny dzień wahania – jechać czy nie jechać. Na wieczornej wycieczce do Doliny Mnikowskiej zdecydowałem w końcu ostatecznie – jadę – bez względu na wszystko. W końcu nie po to przygotowywałem się i nastawiałem psychicznie na ten wyjazd od trzech miesięcy, żeby teraz w taki głupi sposób po prostu rezygnować! Po spakowaniu się w poniedziałek byłem już gotowy na wyjazd. Nie pozostało nic innego, tylko się wyspać… Różnica w porównaniu do pierwotnego planu polegała na tym, że zdecydowałem się zrezygnować z zabrania namiotu (m.in. też z powodu wyrobienia sobie zniżki na noclegi PTTK i dodatkowych kilogramów) oraz na skróceniu wyjazdu o 4 dni. Z planowanych 21 dni wyjazdu zrobiło się 18, ale nauczony doświadczeniem, zdecydowałem się skrócić wyjazd do 17 dni, gdyż po przejściu GSB planowałem kolejny 2 dniowy wyjazd i chciałem przed nim odpocząć. Motto przed samym wyjazdem trochę sparafrazowane brzmi: „Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało” 🙂

© 2021: Paweł Łacheta | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
%d bloggers like this: