Główny Szlak Beskidzki

Główny Szlak Beskidzki… Marzenie każdego górołaza, nie tylko kochającego Beskidy i inne, niższe od Tatr góry. Najdłuższy w polskich górach (ok. 500 km). Wyznakowany przed II Wojną Światową przez Kazimierza Sosnowskiego, pierwotnie był wiele dłuższy. Miało to związek z przedwojenną granicą II Rzeczpospolitej. Ciągnęła się ona daleeko, daleeko na południowy wschód, aż do trójstyku ówczesnych granic Polski, Czechosłowacji i Rumunii. Początek szlaku pozostał niezmieniony. Wciąż zaczyna się w Ustroniu, w Beskidzie Śląskim, choć sprzed innej stacji kolejowej niż pierwotnie.

Ludzie od zawsze chcieli bić rekordy, być gdzieś pierwszymi, przełamywać bariery czy pokonywać swoje słabości. No bo niby dlaczego organizowane są maratony? Dlaczego organizuje się wyprawy dookoła świata, bijąc rekordy w czasie? Dlaczego każdego roku setki ludzi (a zapewne w najbliższym czasie i tysiące) chcą zdobyć Mount Everest – najwyższą górę naszej planety? Te „dlaczego” można by mnożyć jeszcze wiele razy.

Dla mnie przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego było okazją do sprawdzenia siebie. Swoich możliwości fizycznych, ale przede wszystkim psychicznych. Głównie dlatego, iż planowałem samotną wyprawę.

W maju 2011 roku postanowiłem w końcu zrealizować swoje zamierzenie, aby w końcu przejść Główny Szlak Beskidzki jednym ciągiem. Na czas akcji wybrałem sierpień tego samego roku, głównie z uwagi na statystycznie mniejsze od lipcowych opady. I rzeczywiście – jak na 17 dni wyprawy pogoda była wymarzona. Padało tylko w ciągu 4 dni i to przelotnie. Całkowity koszt wyprawy po podsumowaniu wyniósł ok. 550 zł.

Ale nie czas i miejsce, aby szczegółowo rozpisywać się o wyprawie. Całą relację ze szlaku, wraz z poradami, możecie znaleźć na poszczególnych podstronach w menu „Główny Szlak Beskidzki”, do czego serdecznie zachęcam. Są tam opisane moje osobiste wrażenia z przejścia oraz przygody. Moja stara strona internetowa, poświęcona w całości temu szlakowi, z uwagi na brak aktualizacji, została przeze mnie przeniesiona w obecne miejsce. Skróconą relację ze szlaku można było również przeczytać w lipcowym wydaniu National Geographic Travelera z 2013 r.). Była ona co prawda trochę podkoloryzowana w stosunku do oryginału, ale nie przesadzono z tym na tyle, abym nie firmował tego swoim nazwiskiem. Tym bardziej, że oryginał można znaleźć na tej stronie.

W zakładce „Górskie Szlaki” zapraszam na szczegółową relację z przejścia poszczególnych fragmentów Głównego Szlaku Beskidzkiego wraz z galerią zdjęć (w budowie, stan na 28.11.2021, zachęcam do śledzenia strony 🙂 ). Chciałbym, aby był to też swoisty miniprzewodnik po GSB, dlatego znajdziecie tu także opisy ważnych i ciekawych miejsc na trasie.  Aby odnaleźć interesujący fragment szlaku, należy wybrać odpowiednie pasmo górskie. Początek opisu znajdziecie we wpisie Ustroń – Wielki Stożek, a skrócona relacja ze szlaku rozpoczyna się tutaj.

13 komentarzy do Główny Szlak Beskidzki

  1. Cześć,
    Na blogu jestem nie pierwszy już raz.
    Przede wszystkim jednak przejrzałem całą stronę glownybeskidzki.cba.pl .
    Była, jest pomocna – dzięki za to 😉
    Równocześnie zapraszam na mojego świeżo założonego bloga. Może o tyle zaciekawić, że również wybieram się na GSB, już za chwilę.
    Pozdrawiam 😉

    • Spokojnie, namiot nie jest potrzebny, o ile oczywiście nie wybieramy się na szlak w zimie. 😉
      Poszczególne odcinki między schroniskami/kwaterami prywatnymi są do przejścia w ciągu jednego dnia, z tym że niektóre (szczególnie te w Beskidzie Niskim) są długie na ponad 25 km.
      Pozdrawiam!

  2. W takim razie moje gratulacje, bo to też duży wyczyn! :). Drogę św. Jakuba zostawiam sobie na późniejsze lata, chyba że po drodze wydarzy się coś szczególnego i zmienię plany ;).

  3. Gratuluję pięknej trasy i niezłego czasu!. Dawno dawno temu (1999) zrobiłem trasę z Węgierskiej Górki do Wołosatego (i kilka lat później znowu), ale niekoniecznie idąc szlakiem czerwonym, bo wybierałem sporo szlaków granicznych, trochę meandrowałem po ciekawszych miejscach. Ale zajęło mi to 4 tygodnie, tylko że były miejsca w których kotwiczyłem na dłużej :-).
    Długo by wymieniać miejsca, czasami takie w których baz namiotowych już nie ma, ale Wisłoczek, Radocyna, Huta Wysowska, Lubań – to przecudne wspomnienia.
    Pozdrawiam wszystkie ekipy z tamtych odległych lat :-).
    A w Bieszczadach, które widziałem po raz pierwszy, na dodatek w sierpniu, wcale nie było tak ludnie jak teraz.

    • Bardzo dziękuję :). Czas owszem i niezły, ale dzisiaj rozłożyłbym mimo wszystko tę trasę na 21 dni. Myślę, że to optymalny czas na jego przejście – bez spiny.
      Wędrówka szlakiem granicznym to z pewnością równie niesamowita przygoda, o ile nawet nie bardziej! Dzikość tego szlaku, szczególnie na odcinku prowadzącym przez Beskid Niski, to coś fantastycznego. Nie miałem nigdy okazji przejść jednym ciągiem wzdłuż granicy państwowej przez to pasmo (jedynie fragmentami), ale ta samotność na szlaku… to jest to!
      Z miejsc, które Pan wymienił, wszystkie są wspaniałe. Obawiam się tylko, że po wybudowaniu wieży widokowej na Lubaniu i rozjeżdżone szlaki w okolicy, góra ta, a także całe Gorce, nie będą już takie same. Obym się mylił… .
      Jeśli chodzi o Bieszczady to fakt… . Obecnie, aby w ciszy spacerować po polskich Karpatach, odcinając się od rzeczywistości, lepiej wybrać się w Beskid Niski, ewentualnie w zachodnią część polskich Bieszczadów – jeszcze nie zadeptaną przez turystów, bo na połoninach tłoczno coraz bardziej… .
      Pozdrawiam! 🙂

Skomentuj

© 2021: Paweł Łacheta | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
%d bloggers like this: